Dobre zbiory w Polsce

Zbliża się okres żniw w Polsce, czas wzmożonej pracy dla rolników, którzy w tym okresie będą czekali na jak najlepsze zbiory. Wbrew pozorom nawet te osoby, które są jakby daleko od tego rolniczego świata będą również odczuwały na swojej skórze to czy zbiory w tym roku były udane czy raczej nie przyniosą dobrego ziarna. Od tego zależy bowiem cena maki a to oczywiście w dłuższej perspektywie wpływa na cenę wielu innych produktów.

Zbliżające się zbiory na tą chwilę zapowiadają się całkiem nieźle. Przede wszystkim zima była w Polsce bardzo delikatna. Osoby, które zdecydowały się posiać zimą mogą obecnie oczekiwać dobrych plonów. Podobna sytuacja była również w zeszłym roku i rzeczywiście wszystko się sprawdziło. Bez wątpienia dla rolników jest to spore ryzyko, ponieważ mogą stracić cale posiane zboże, jeśli będą mrozy a nie będzie śniegu. Ale takie ryzyko może się opłacić, ponieważ zboże ozime najczęściej daje dużo lepsze plony niż to siane na wiosnę. W tym roku może być szczególna różnica ponieważ wielu rolników musiało czekać z sianiem wiosennego zboża i trudno powiedzieć jak ono teraz się odwdzięczy.

Na tą chwilę zbiory jeszcze się nie rozpoczęły ponieważ końcówka czerwca była raczej nieudana pod kątem pogody i niestety trochę brakowało słońca, które obecnie byłoby bardzo potrzebne, by zboże mogło ostatecznie dojrzeć do żniw. Trzeba się jednak spodziewać, że na dniach rozpocznie się już zbiór i na wszystkich polach będą się pojawiać kombajny. Jakie będą zbiory okaże się oczywiście za jakiś czas. Rolnicy liczą na udane plony i chyba wszyscy rodacy powinni o tym nieco pomyśleć, ponieważ tak naprawdę to właśnie praca tych osób ma wielkie znaczenie dla naszego codziennego życia. Dzięki nim mamy chleb, jeśli zboża będzie dużo to możemy oczekiwać, że cena tego chleba w tym roku będzie na zadowalającym nas poziomie. Jeśli chodzi o ceny w sklepach to efekty zbliżających się żniw pewnie poznamy dopiero za kilka miesięcy, gdy zboże będzie już przerobione na mąkę a z tej wypieczony zostanie pierwszy chleb.

[mocno spóźniony] Tłusty Czwartek!

Był… minął… był wspaniały i czasami lubię do niego wracać wspomnieniami. Kto? co? Mowa o… moim ulubionym tłustym czwartku? Jak Wy? Lubicie go? Pewnie nie, bo większość z was nie jest na tak ścisłej diecie, jak ja, ale każdy na pewno lubi od czasu do czasu trochę połasuchować i mieć na to fajna wymówkę.

A ta jest wyjątkowo ciekawa, ponieważ… No właśnie. Ostatnio z psiapsiółkami ( Gosia, Paulina – dziewczyny, przypominam że pomysł na tłusty czwartek już zarezerwowałam!) usiadłyśmy sobie w naszej ulubionej kawiarni, gdzie zazwyczaj tylko łypiemy wyposzczonymi oczami na słodkości zadowalając się kawą, i poszperałyśmy trochę za faktami i ciekawostkami o pączkach i o tłustym czwartku.

Najgłupsze z naszych znalezisk mówiło o Stanisławie Auguście Poniatowskim, który organizował słynne obiady czwartkowe. Po jednym z nich miał spotkanie jeszcze z jakimś adwokatem. Odbywało się przy pączku i poprosił, by nie przeszkadzano mu „na pączku z adwokatek”. Następnego dnia w warszawskich cukierniach pojawiły się pączki z adwokatem. Swoją drogą, pączki mają za dodatek adwokat, nie adwokata.

Ważniejszy problem związany był z ilością kalorii. Jedna z psiapsiół wymyśliła, że spalenie jednego pączka to 5 godzin czytania książki, jeśli waży się 70 kilogramów. Albo można przebiec 4 kilometry. Oczywiście nie można sobie wliczać tego siedzenia do dziennego bilansu, bo ono już tam wliczone jest.

To powyższe, to efekt przyjaciółki-matematyka. Przyjaciółka-historyk miała dla nas coś ciekawszego. Okazuje się, że kiedyś pączki nadziewano nie tylko marmoladą, ale na przykład boczusiem albo słonikną. Poważnie! Dlaczego z tego pomysłu zrezygnowano? Nie mam pojęcia, ale wiem, że jeśli kiedyś będę sama pączki robiła, na pewno nie będą z różą. A już tak na marginesie… Te pączki zapijano wódką!

Ciekawe było też to, jak się smaży tradycyjne pączki. Nie był to olej, jak dzisiaj, ale po prostu smalec. Najzwyklejszy w świecie smalec. Pomysł dość ciekawy, chociaż akurat w tej kwestii chyba spasuję, bo serce mogłoby nie wytrzymać.
Bardziej modne mogą się  dzisiaj stać całkowite przeciwieństwa klasycznych pączków. Nasze wycieczki blogowe pozwoliły nam znaleźć cos bardzo ciekawego, mianowicie pączki wege (wegetariańskie). Robi się je z ziemniaków. Poważnie. Jak? Nie wiem. Jak to wygląda? Chyba nie chcę wiedzieć, ale tak faktycznie jest.
Na koniec może odrobina statystyki, bo każda z nas zjadła po 4 paczki. Okazuje się, że to ponad 1,5 pączka więcej, niż zjada statystyczny Polak. Coś czuję, że jest to statystyka obejmująca w dużej mierze osoby po prostu w ogóle nie jedzące pączków w tym dniu. Frajerzy.

Czas się zakochać

Wszyscy dookoła ciebie zakochują się i odkochują? Ty znowu zostajesz w tyle? Dlaczego? Tak naprawdę jest to tylko twój wybór, chociaż dróg do zakochania się jest bardzo wiele i działają one różnie na różne osoby. Sama wypróbowałam je wszystkie. Nie, nie chodzi mi tutaj o kochanie się w sensie fizycznym, bo aż tak się nie puszczam, żeby mieć „wszystkie” metody wypróbowane. Żyję po prostu na tym świecie dostatecznie długo, wyrozumieć, co się ze mną dzieje. Żyję świadomie. W miłości także.

Bo miłość wcale nie jest taka skomplikowana. Pierwsza miłość każdej z nas prawdopodobnie była taka sama. Pierwszy chłopak, ten piękny, nastoletni. Albo po prostu chłopak, który akurat był pod ręką i kiedy zaczynałyśmy zakochiwać się w nim stawał się dla nas piękny. Bo to jest właśnie pierwsza wersja miłości – czysta erotyka. Nasz pierwszy partner był po prostu mężczyzną. Tylko nim i aż nim. Miał określone cechy i następował wtedy imprint erotyczny. Co to takiego? Przypomnijcie sobie swoich przeszłych partnerów. Wszyscy byli dość podobni, prawda? Przynajmniej pod względem jednej podobnej cechy. Dla mnie to były brązowe oczy, chociaż zorientowałam się w tym dopiero, kiedy już wiedziałam czym jest imprint i zaczęłam szukać jego manifestacji.

Mechanizmy wpisywania się określonych wzorców w nasz mózg wcale nie są ograniczone tylko do fizyczności, chociaż w drugim ujęciu, aspekcie imprintu rodzica, także trochę fizyczności istnieje. Psychologowie zwalają zwykle wszystko na problemy w relacjach z matką, a dla nas, dla kobiet, gigantyczne znaczenie dla życia rodzinnego w przyszłości mają zawsze relacje z ojcem. Są dwa ekstrema: córeczka tatusia i ojciec oddalony. W pierwszym wypadku kobieta jest niezależna i silna, szuka mężczyzny, który będzie się o nią starał, będzie ja adorował. W drugim przypadku, kiedy ojciec był nieobecny ciałem i/lub duchem, efektem będzie poszukiwanie równie oddalonego partnera. W takim wypadku prawdopodobnie będziesz często zakochiwała się na „to skomplikowane”.

Najczęściej zakochują się kobiety, którym czegoś brakuje, coś im doskwiera. Nie są to wcale kobiety puszczalskie, ale po prostu wybrakowane emocjonalnie. Taki typowy przykład baby lecącej na starszego faceta z pieniędzmi może być dużo bardziej złożony. Jeśli twoja przyjaciółka szuka sobie starszych facetów i robi to z dość dużą regularnością (i nietrwałością), prawdopodobnie brakuje w jej życiu ciepła. Miłość nie tylko jest tutaj wartością samą w sobie, ale także sposobem na zrekompensowanie sobie czegoś innego. Ja nigdy nie musiałam mieć faceta, by czuć się dobrze, ale wiele z nas właśnie taka potrzebę posiada. Taka miłość oczywiście nie jest trwała, bo kiedy kobieta zaspokoi swoją potrzebę, samiec nie będzie już więcej potrzebny i poszuka sobie nowego, atrakcyjniejszego. Brutalne? Brutalne.

Inna zabawa to też zegar biologiczny. Ile z nas jeszcze do niedawna było wesołymi singielkami? A teraz tyknął porządnie zegar biologiczny, 30 urodziny były już dawno, więc trzeba było się wziąć za rodzinę. Tak po prostu. Jakoś na ten temat nie chce mi się za bardzo rozwodzić.

Więcej napiszę o mojej podstawowej opcji miłości, którą w retrospektywie stosowałam najczęściej. Chodzi o miłość udawaną, taką na próbę. Zaczynacie się umawiać, „kochacie się”, ale wszystko dopiero powoli się rozwija, bo na początku na pewno się nie kochacie. Lubimy się, fajnie spędza się ze sobą czas, potem seks też często jest fajny, ale właściwie jakiegoś większego uczucia nie ma. I nie ma znaczenia, czy mówicie sobie, że się kochacie czy nie. Czy to jest oszustwo? Długo się nad tym zastanawiałam, bo realnie mam problem z udzieleniem odpowiedzi na tak postawione pytanie. Wydaje mi się jednak, że nie jest to oszustwo, ponieważ z moim mężem właśnie zaczynaliśmy od czegoś takiego. Na początku po prostu łatwiej nam się żyło jako parze, a potem nie byliśmy już w stanie wyobrazić sobie innego życia. Nie tylko po prostu jako singla, ale jako osoby żyjącej bez swojej drugiej połówki. Teraz wręcz wydaje mi się, że taki rodzaj miłości jest zdecydowanie najprawdziwszy, bo nie pojawił się z kaprysu czy oczekiwań wyniesionych z domu.

Potęga uśmiechu

Dzisiaj trzeba być twardą osobą. Bezwzględny twardziel, który nigdy się nie uśmiecha i zawsze ma zaciśnięte w złości żeby? O tak! A można pójść też drugą stronę, czyli w mięciutkie, ciepłe kluchy, które zazwyczaj są smutne lub w ogóle zapłakane. Czy takie coś pasuje w dzisiejszej kulturze? Jak najbardziej. Teraz jeszcze pojawiają się inne, nawet bardzo dziwne metody na kroczenie przez życie. Uderza mnie w nich to, że wszystkie one są pozbawione uśmiechu. Ba, większość z nich traktuje go wręcz alergicznie i nie chce mieć z nim nic do czynienia. No, może akceptuje go w postaci śmiechu będącego odpowiedzią na dobry dowcip, ale iść z uśmiechem przez życie, dosłownie – z uśmiechem na twarzy? To raczej dzisiaj nie przechodzi. Ja postanowiłam być tutaj wyjątkiem i idzie mi naprawdę bardzo dobrze.

Tak po prostu się uśmiechasz? Tak, tak po prostu się uśmiecham! Bardzo często spotykam się nawet z bardzo negatywnymi reakcjami typu „czego się cieszysz”, ale niespecjalnie zbija mnie to z tropu. Wychodzę po prostu z założenia, że uśmiech ma znacznie transcendentalne, które manifestuje się dla mnie tak wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Czy moja koncepcja jest bardzo skomplikowana? Raczej nie.

Uśmiech wewnętrzny. Ktoś mi może zarzucić, że mój uśmiech jest nieszczery, ale co w zasadzie ma być nieszczerego w moim uśmiechu? Jest to dla mnie wręcz odruch, dzięki któremu jestem w stanie cały czas wrzucać samego siebie na pozytywne tory. Uśmiecham się także wtedy, kiedy źle się czuję lub po prostu nie mam ochoty się śmieć, nie cieszę się. Właśnie wtedy ludzie zarzucają mi brak szczerości, tylko niech mi powiedzą, w czym miałoby mi pomóc chodzenie z nosem zawieszonym na kwintę?

Już dawno odkryłam, że jeśli człowiek się uśmiecha sam do siebie, zaraża samą siebie pozytywną energią. Może to brzmieć niezbyt sensownie dla osób, które nigdy tego nie próbowały, ale tak naprawdę jest. Po pewnym czasie takiego uśmiechania się po prostu zły nastrój mija i nie ma z nim już więcej żadnych problemów. Znacznie ważniejsze jest jednak to, co dzięki uśmiechowi można zdziałać w relacjach międzyludzkich.

Uśmiech zewnętrzny. W przypadku większości gatunków zwierząt pokazywanie zębów jest wielkim sygnałem agresji. Jest to ostrzeżenie, pokazanie, że mam czym zaatakować. Nie za dobrze jest się uśmiechać szeroko do psów, które są wystraszone lub po prostu za bardzo nas nie znają. W przypadku ludzi jest zupełnie inaczej. Dla nas uniesione kąciki ust i koniecznie uniesione także lekko mięśnie twarzy z okolic kości policzkowych, oznaczają jednoznacznie zadowolenie i pozytywne nastawienie do drugiego człowieka. Są one symbolem braku agresji, kordialności i naszego luzu w relacjach międzyludzkich.

Rozpoczęcie rozmowy z uśmiechem dobrze nastraja do nas ludzi. Jest to wręcz mała, niewinna manipulacja. Pomaga zwłaszcza z osobami zagniewanymi, a w przypadku tych z neutralnym nastawieniem, potrafi naprawdę sprawić, że kontakt będzie bardzo przyjemny i bezstresowy. Polecam takie podejście zwłaszcza osobom, które muszą pracować często z ludźmi, na przykład sprzedawcom.

Znaj umiar. Oczywiście we wszystkim należy musi być umiar i nie należy się szeroko uśmiechać na pogrzebie lub w sytuacji, kiedy ktoś dzieli się z nami jakimś zmartwieniem. Uśmiechu nie należy wyłączać, ale jeśli go odpowiednio stonujemy, będzie pasował do sytuacji i będzie poprawiał jej wygląd. Warto przez jakiś czas spróbować techniki uśmiechu. To nic nie kosztuje, a przez życie idzie się znacznie przyjemniej.