Czas się zakochać

Wszyscy dookoła ciebie zakochują się i odkochują? Ty znowu zostajesz w tyle? Dlaczego? Tak naprawdę jest to tylko twój wybór, chociaż dróg do zakochania się jest bardzo wiele i działają one różnie na różne osoby. Sama wypróbowałam je wszystkie. Nie, nie chodzi mi tutaj o kochanie się w sensie fizycznym, bo aż tak się nie puszczam, żeby mieć „wszystkie” metody wypróbowane. Żyję po prostu na tym świecie dostatecznie długo, wyrozumieć, co się ze mną dzieje. Żyję świadomie. W miłości także.

Bo miłość wcale nie jest taka skomplikowana. Pierwsza miłość każdej z nas prawdopodobnie była taka sama. Pierwszy chłopak, ten piękny, nastoletni. Albo po prostu chłopak, który akurat był pod ręką i kiedy zaczynałyśmy zakochiwać się w nim stawał się dla nas piękny. Bo to jest właśnie pierwsza wersja miłości – czysta erotyka. Nasz pierwszy partner był po prostu mężczyzną. Tylko nim i aż nim. Miał określone cechy i następował wtedy imprint erotyczny. Co to takiego? Przypomnijcie sobie swoich przeszłych partnerów. Wszyscy byli dość podobni, prawda? Przynajmniej pod względem jednej podobnej cechy. Dla mnie to były brązowe oczy, chociaż zorientowałam się w tym dopiero, kiedy już wiedziałam czym jest imprint i zaczęłam szukać jego manifestacji.

Mechanizmy wpisywania się określonych wzorców w nasz mózg wcale nie są ograniczone tylko do fizyczności, chociaż w drugim ujęciu, aspekcie imprintu rodzica, także trochę fizyczności istnieje. Psychologowie zwalają zwykle wszystko na problemy w relacjach z matką, a dla nas, dla kobiet, gigantyczne znaczenie dla życia rodzinnego w przyszłości mają zawsze relacje z ojcem. Są dwa ekstrema: córeczka tatusia i ojciec oddalony. W pierwszym wypadku kobieta jest niezależna i silna, szuka mężczyzny, który będzie się o nią starał, będzie ja adorował. W drugim przypadku, kiedy ojciec był nieobecny ciałem i/lub duchem, efektem będzie poszukiwanie równie oddalonego partnera. W takim wypadku prawdopodobnie będziesz często zakochiwała się na „to skomplikowane”.

Najczęściej zakochują się kobiety, którym czegoś brakuje, coś im doskwiera. Nie są to wcale kobiety puszczalskie, ale po prostu wybrakowane emocjonalnie. Taki typowy przykład baby lecącej na starszego faceta z pieniędzmi może być dużo bardziej złożony. Jeśli twoja przyjaciółka szuka sobie starszych facetów i robi to z dość dużą regularnością (i nietrwałością), prawdopodobnie brakuje w jej życiu ciepła. Miłość nie tylko jest tutaj wartością samą w sobie, ale także sposobem na zrekompensowanie sobie czegoś innego. Ja nigdy nie musiałam mieć faceta, by czuć się dobrze, ale wiele z nas właśnie taka potrzebę posiada. Taka miłość oczywiście nie jest trwała, bo kiedy kobieta zaspokoi swoją potrzebę, samiec nie będzie już więcej potrzebny i poszuka sobie nowego, atrakcyjniejszego. Brutalne? Brutalne.

Inna zabawa to też zegar biologiczny. Ile z nas jeszcze do niedawna było wesołymi singielkami? A teraz tyknął porządnie zegar biologiczny, 30 urodziny były już dawno, więc trzeba było się wziąć za rodzinę. Tak po prostu. Jakoś na ten temat nie chce mi się za bardzo rozwodzić.

Więcej napiszę o mojej podstawowej opcji miłości, którą w retrospektywie stosowałam najczęściej. Chodzi o miłość udawaną, taką na próbę. Zaczynacie się umawiać, „kochacie się”, ale wszystko dopiero powoli się rozwija, bo na początku na pewno się nie kochacie. Lubimy się, fajnie spędza się ze sobą czas, potem seks też często jest fajny, ale właściwie jakiegoś większego uczucia nie ma. I nie ma znaczenia, czy mówicie sobie, że się kochacie czy nie. Czy to jest oszustwo? Długo się nad tym zastanawiałam, bo realnie mam problem z udzieleniem odpowiedzi na tak postawione pytanie. Wydaje mi się jednak, że nie jest to oszustwo, ponieważ z moim mężem właśnie zaczynaliśmy od czegoś takiego. Na początku po prostu łatwiej nam się żyło jako parze, a potem nie byliśmy już w stanie wyobrazić sobie innego życia. Nie tylko po prostu jako singla, ale jako osoby żyjącej bez swojej drugiej połówki. Teraz wręcz wydaje mi się, że taki rodzaj miłości jest zdecydowanie najprawdziwszy, bo nie pojawił się z kaprysu czy oczekiwań wyniesionych z domu.